Inspiracja

Rano

Obudziłem się o ósmej rano. “Co za koszmar” pomyślałem i natychmiast poczułem, że coś jest nie tak. Rozejrzałem się po pokoju. Zacząłem starannie przeszukiwać każdy zakamarek mojego miejsca na ziemi: szafa, skrzynki, miejsce pod biurkiem. Kiedy skończyłem rekonesans, poczułem okropny ból głowy, wcześniej zagłuszany przez strach. Czułem jakby dyktator moich płatów mózgowych rozkazał wielką rozbiórkę. Ten ból nie wziął się znikąd. Po chwili opanowywania go i próbie poukładania myśli, wiedziałem już, o co chodzi.

Usłyszałem zgrzyty i szumy dochodzące zza drzwi. Nie chciałem wychodzić. Przez małe okienko dostrzegłem, że to nie ten korytarz, który widziałem przed snem. Co się stało, gdzie się znalazłem, co to za miejsce… Ciekawość zwyciężyła strach i po otwarciu drzwi ukazał mi się obraz niczym z gry komputerowej. Nieotynkowane ściany, z wydrapanymi szczelinami, które prawdopodobnie spełniały rolę okien lub punktów obserwacyjnych. Do tego czarna maź pokrywająca częściowo ściany spływała pod moje nogi i lepiła buty do podłoża.

Wyjrzałem przez jeden z tych otworów i zobaczyłem świat, którego nie znałem, ani z doświadczenia, ani z opowieści. Istna pustynia, dwa domy i jeden dziwny stwór. Sam nie wiem, co to było? Jego postawa przypominała człowieka, ale zachowanie było zwierzęce. Nagle stwór odwrócił oblicze w moją stronę i zamarłem. Zobaczyłem coś nieokreślonego… Nim się obejrzałem, zniknął za budynkiem. Przesunąłem się wzdłuż ściany. Dotarłem do kolejnego “okna”. Było tak wielkie, że mogła przez nie przejść dorosła osoba. Wyglądało na to, że jest przejściem do kolejnego budynku, mroczniejszego niż przed chwilą opuszczony korytarz. Ale samo przejście miało ściany odnowione, brakowało mi tylko choćby odblasku światła. Jedynym jego źródłem było przejście, w którym stałem. Po chwili wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Pomyślałem, że na dworze powinno być jeszcze jasno. Machinalnie obejrzałem się za siebie.

Za mną stał ten sam stwór, którego już widziałem w pustynnym plenerze. Maź oblepiająca okno spływała wprost pod jego stopy, obejmowała je i podpływała w moim kierunku. Wydawał się wyższy niż wcześniej. Nagle zobaczyłem szkaradny pysk, który próbował ugryźć mnie w rękę. Odskoczyłem w bok.

– Ratunku, coś ty za jeden?! Idź sobie, potworze! – zacząłem krzyczeć w nadziei, że monstrum zostawi mnie w spokoju. Jednocześnie wymachiwałem rękami, co i rusz badając lepkie ściany, czy nie ma tam jakichś zakamuflowanych drzwi. Czułem oddech zbliżającego się potwora, było za późno na logiczne myślenie. Instynktownie skoczyłem w ciemne przejście.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *